Archiwum czerwiec 2008, strona 2


Wakacje na kredyt
Autor: muzyczny
16 czerwca 2008, 20:56
Jeśli nie mamy wystarczających oszczędności, wcale nie musimy rezygnować z wakacyjnego wyjazdu. Wyjściem z sytuacji może być skredytowanie wypoczynku. Do tego celu możemy wykorzystać szybką pożyczkę, kartę kredytową lub kredyt w rachunku osobistym. Ale nie tylko.

Jeśli odpowiednio wcześniej nie pomyśleliśmy o odłożeniu chociaż pewnej kwoty na wakacje, możemy zdecydować się na wyjazd za pożyczone pieniądze. Znalezienie odpowiedniego kredytu nie powinno być trudne, ponieważ z reguły przed wakacjami banki odświeżają swoje oferty i wprowadzają liczne promocje. Zamiast o standardowej pożyczce gotówkowej można pomyśleć także o alternatywnych sposobach finansowania wypoczynku, takich jak karty kredytowe czy limit w koncie.

Pożyczając pieniądze na wakacje należy robić to rozsądnie, bo kilkanaście dni urlopu będziemy spłacać przez długie miesiące. Przede wszystkim nie należy przesadzać rozkładaniem spłaty na zbyt wiele rat. Optymalny wybór to maksymalnie 12 miesięcy. W innym wypadku spłata kredytu nałoży nam się na kolejne wakacje. Ponadto wydłużając znacznie okres spłaty będziemy musieli ponieść wyższe koszty kredytu. Warto także oszacować wstępnie koszt wyjazdu i nie pożyczać więcej niż potrzebujemy. Nie każda instytucja proponuje atrakcyjne warunki kredytowania, dlatego dobrym rozwiązaniem jest odwiedzenie kilku oddziałów i porównanie ofert. Można w ten sposób zaoszczędzić nawet kilkaset złotych.

Szybkie i drogie kredyty gotówkowe

Przed wakacjami rozpoczyna się ruch zwłaszcza w ofertach kredytów gotówkowych. Banki nasilają przekazy reklamowe podkreślające, że kredyt może być udzielony szybko, łatwo i na promocyjnych warunkach. A klient może go przeznaczyć na dowolny cel, w tym na wakacyjny wyjazd. Część banków w opakowaniu kredytu wakacyjnego sprzedaje standardowy kredyt będący w ofercie przez cały rok. Stosując ten chwyt sugerują klientowi, że jest to oferta przygotowana specjalnie na wakacje, a więc ta, której szuka.

Coraz częściej w reklamach banki akcentują szybkość udzielania pożyczki i uproszczone zasady kredytowania. Jeśli dostarczymy odpowiednie dokumenty, kredyt możemy uzyskać już w czasie jednej wizyty w oddziale. Część banków podejmuje decyzję o przyznaniu kredytu jedynie na podstawie oświadczenia o zarobkach, nie wymagając już samego zaświadczenia z zakładu pracy. Nie są potrzebne także żadne poręczenia. Wpływ na szybkość podjęcia decyzji i warunki kredytowe ma także pozytywna historia w Biurze Informacji Kredytowej. Niestety często szybka pożyczka jest również pożyczką drogą.

Dlatego atrakcyjność oferty kredytowej należy oceniać przede wszystkim porównując oprocentowanie i koszty dodatkowe, takie jak prowizje czy ubezpieczenia. W reklamach banki podają zawsze najniższe oprocentowanie zarezerwowane tylko dla wąskiej grupy klientów, zazwyczaj tych najlepszych i sprawdzonych. Przeciętny klient zapłaci więcej, a już na pewno jeśli nie korzysta na co dzień z usług danego banku. Ile rzeczywiście będzie kosztowała pożyczka można sprawdzić prosząc o wyliczenie całkowitego kosztu kredytu. Oprocentowanie nominalne nie odzwierciedla bowiem  rzeczywistych kosztów jakie poniesie klient.

Zaciągając pożyczkę warto porównać oferty kilku instytucji. Zwłaszcza jeśli możemy kilka dni poczekać i nie potrzebujemy gotówki natychmiast. Najbardziej agresywnie reklamują się mniejsze banki specjalizujące się w szybkich kredytach, co nie oznacza jednak, że banki uniwersalne nie mają atrakcyjnej oferty.
PIT.pl: e-Podpis - uciążliwy obowiązek...
Autor: muzyczny
16 czerwca 2008, 20:56
Konieczność zakupu certyfikatu kwalifikowanego jest kwestią dyskusyjną dla wielu firm. Serwis podatkowy PIT.pl przekonuje, że jest to szansa na wprowadzenie zmian technologicznych niosących konkretne korzyści i uruchomia nową usługę z możliwością zamówienia e-podpisu on-line (www.e-podpis.pit.pl).

Media informują, że sposób „wymuszenia” zakupu kwalifikowanego certyfikatu niezbędnego do rozliczeń z ZUS budzi głosy niezadowolenia wielu przedsiębiorców. Silna presja czasu i urzędowego obowiązku wywołuje odruch obronny. Warto jednak zastanowić się, czy w zalewie skarg nie umykają realne korzyści, jakie niesie ze sobą wdrożenie podpisu elektronicznego. Ta z pozoru przykra inwestycja, po przeanalizowaniu zysków i strat może okazać się korzyścią dla firmy już w pierwszym roku użytkowania.

Zgodnie z prawem: „począwszy od dnia 21 lipca 2008 jedynym akceptowalnym podpisem składanym podczas wysyłania dokumentów ubezpieczeniowych w postaci elektronicznej będzie bezpieczny podpis elektroniczny weryfikowany przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu” (Art. 40 ustawy z dnia 17 lutego 2005 o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne)..

Z kręgów rządowych docierają zapowiedzi odroczenia wyżej wymienionego terminu, jednak warto rozważyć wcześniejszy zakup certyfikatu kwalifikowanego. Już dziś przy wykorzystaniu certyfikatu kwalifikowanego można: przesyłać deklaracje do ZUS, składać elektronicznie wnioski o wydanie odpowiednich zaświadczeń, np. o niezaleganiu ze składkami na ubezpieczenie społeczne, wnosić podania i wnioski do urzędów administracji publicznej, składać przez Internet deklaracje podatkowe, brać udział w elektronicznych aukcjach, zawierać umowy w formie elektronicznej, a także wystawiać elektroniczne faktury. Są to tylko wybrane możliwości zastosowania bezpiecznego podpisu elektronicznego.

Głównymi cechami podpisu elektronicznego są:
1.  Niezaprzeczalność - nie można zaprzeczyć faktu podpisania dokumentu elektronicznego. Tylko właściciel certyfikatu kwalifikowanego może opatrzyć dokument bezpiecznym e-podpisem.
2. Integralność wiadomości - e-Podpis zapewnia integralność podpisanej wiadomości, co w praktyce oznacza, że nawet najmniejsza zmiana w podpisanym dokumencie jest wykrywana automatycznie.
3.  Poufność - e-Podpis (certyfikat niekwalifikowany) daje możliwość zaszyfrowania dokumentu, co znaczy, że jego treść może odczytać tylko osoba, do której dokument jest adresowany.

Więcej szczegółowych informacji na temat e-Podpisu można znaleźć w nowym serwisie www.e-podpis.pit.pl, który oferuje wiedzę na temat tego jak zainstalować czytnik kart, świadomie podpisywać e-dokumenty, skonfigurować program poczty e-mail, by móc podpisywać i szyfrować wiadomości. W serwisie można także złożyć zamówienie na własny certyfikat kwalifikowany, niezbędny do składania bezpiecznego podpisu elektronicznego.

„Jesteśmy przekonani, że podpis elektroniczny szczególnie zainteresuje kancelarie podatkowe i biura rachunkowe. Wynika to z prostej kalkulacji - koszt kompletnego urządzenia waha się w okolicach 300-400zł - jest to równowartość około 80 znaczków na list polecony. A list trzeba wydrukować, zapakować w kopertę i zanieść na pocztę. Dochodzi do tego czynnik czasu, wygody i komfortu pracy"- komentuje Jacek Wawrowski, prezes zarządu PIT.pl.

Za wdrożeniem podpisu elektronicznego opowiada się także Dariusz Gołaś, przedstawiciel Unizeto Technologies: „Każdy przedsiębiorca może obecnie wykorzystać swój e-podpis nie tylko do składania deklaracji oraz wniosków i ogólnie ujmując - korespondencji z ZUS. Może też pozyskiwać wypisy z Krajowego Rejestru Sądowego drogą elektroniczną, przez Internet komunikować się z Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych oraz Generalnym Inspektorem Informacji Finansowej. Certyfikat kwalifikowany może być także wykorzystywany do sporządzania elektronicznej dokumentacji medycznej. A biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy świadkami upowszechnienia podpisu elektronicznego wśród przedsiębiorców i instytucji publicznych należy się spodziewać, że wkrótce obszar zastosowania podpisu elektronicznego znacznie się rozszerzy.”

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że koszty utrzymania dotychczas wykorzystywanych „bezpłatnych” certyfikatów w programie PŁATNIK ponoszą wszyscy. Wszelkie koszty związane z ich wydawaniem oraz utrzymaniem niezbędnej infrastruktury obciążają obecnie budżet ZUS.

Kolejnym argumentem za wprowadzeniem e-podpisu jest nacisk, jaki kładzie Unia Europejska na dostępność usług drogą elektroniczną, zwłaszcza w relacjach podmiotów i osób fizycznych z administracją publiczną. Regulacje wspólnoty europejskiej wsparte silnym strumieniem unijnych dotacji mogą zrównać technologiczne różnice pomiędzy Polską, a innymi krajami członkowskimi. Aby nie pozostawać daleko w tyle polscy przedsiębiorcy powinni konsekwentnie budować podstawy dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa informacyjnego
 
Sytuacja w budownictwie
Autor: muzyczny
16 czerwca 2008, 20:55

W ostatnich latach pozycja deweloperów na rynku budownictwa mieszkaniowego bardzo się umocniła.

Porównując udział liczby udzielonych pozwoleń na budowę mieszkań, realizowanych przez deweloperów, w ogólnej liczbie pozwoleń udzielonych w budownictwie mieszkaniowym, zauważalny jest wzrost tego wskaźnika z poziomu 18% w 2003 r. do 47% w roku 2007.

Ogromny wzrost wolumenu rynku w ostatnich latach kreowany był w dużej mierze przez ten segment rynku. Liczba mieszkań, oddanych do użytku przez deweloperów w ubiegłym roku, była o 23,5% wyższa niż w roku poprzednim i stanowiła 35% wszystkich oddanych do użytku mieszkań. W okresie styczeń - kwiecień 2008 r. liczba ta była wyższa aż o 78,6% niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Udział mieszkań realizowanych przez deweloperów w pierwszych czterech miesiącach br. wzrósł aż do 40,4%.

Ostatnio pojawiło się mnóstwo sygnałów wskazujących na problemy deweloperów z utrzymaniem wysokiego ubiegłorocznego poziomu sprzedaży mieszkań, a także z realizacją założonych planów inwestycyjnych na ten rok.

Cała branża budowlana zadaje sobie pytanie, czy obserwowany od początku maja br. spadek obrotu materiałami budowlanymi w hurtowniach to chwilowy brak zainteresowania zakupami, spowodowany m.in. wcześniejszymi ogromnymi obrotami i zbudowaniem stanów magazynowych, czy też początek długotrwałej stagnacji lub nawet spadku popytu na materiały budowlane.

Ostatnie dane statystyczne dotyczące liczby wydanych pozwoleń i rozpoczynanych budów w budownictwie mieszkaniowym nie potwierdzają takiego negatywnego scenariusza rozwoju rynku budownictwa mieszkaniowego w tym roku.

Według danych statystycznych w kwietniu br. w budownictwie jednorodzinnym nastąpił wzrost liczby rozpoczętych budów o 12,1% w porównaniu do kwietnia ub. r. i jeszcze wyższy wzrost w stosunku do marca br. +32,8%. Liczba wydanych pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych wzrosła w porównaniu do kwietnia ub. r. o 16,2%. W stosunku do marca br. liczba ta wrosła aż o +25,7%.

W budownictwie wielorodzinnym odnotowano wzrost wszystkich ww. wskaźników, za wyjątkiem liczby wydanych pozwoleń na budowę w porównaniu do kwietnia ub. r.: -6,9%. Wskaźniki te odnotowały następujące wzrosty: liczba wydanych pozwoleń w porównaniu do marca br. +3,2%; liczba rozpoczynanych budów w porównaniu do kwietnia ub. r. +20,7%, w porównaniu do marca br. + 39,9%.

W okresie styczeń - kwiecień br. udzielono o 9,9% więcej pozwoleń na budowę i rozpoczęto budowę o 19,5% większej liczby mieszkań w porównaniu do analogicznego okresu ub. r. W przypadku pozwoleń na budowę odnotowano pozytywną dynamikę zarówno w segmencie budownictwa jednorodzinnego, jak i wielorodzinnego. Wyższy wskaźnik dynamiki liczby udzielonych pozwoleń na budowę odnotowano w budownictwie jednorodzinnym (+15,4% w budownictwie jednorodzinnym wobec 5,3% w budownictwie wielorodzinnym). Wskaźnik dynamiki rozpoczętych budów w okresie styczeń - kwiecień br. był wyższy w budownictwie wielorodzinnym (+21,2% w budownictwie wielorodzinnym wobec 17,9% w budownictwie jednorodzinnym).

Liczba rozpoczętych budów w tym okresie stanowi 78% liczby udzielonych pozwoleń w przypadku budownictwa wielorodzinnego i 87% w przypadku budownictwa jednorodzinnego (rok wcześniej było to odpowiednio: 71% i 81%).

Oznacza to, że z ogólnej liczby udzielonych pozwoleń na rozpoczęcie budowy czeka ca 8,3 tys. mieszkań w budownictwie wielorodzinnym i ca 4,6 tys. domów w budownictwie jednorodzinnym.

Mimo tak pozytywnych danych statystycznych, na dalszy rozwój rynku budowlanego może mieć niekorzystny wpływ kilka czynników.

Jednym z nich jest odczuwalny od dłuższego czasu brak wykonawców. Wprawdzie pojawiają się informacje o powracających z emigracji pracownikach, jednak problemy ze znalezieniem ekip wykonawczych nadal istnieją.

Pomimo zapowiadanego przez rząd zniesienia barier w procesie inwestycyjnym, np. obowiązku uzyskiwania pozwoleń na budowę domów, brak jest zdecydowanych działań w tym kierunku. Obecny stan powoduje konieczność poświęcania dużej ilości czasu na załatwianie formalności, co oddala termin rozpoczęcia inwestycji.

Nową barierą, która może znacznie spowolnić tempo inwestycyjne, jest zaostrzenie przez banki zasad weryfikacji zdolności kredytowej. Wzrastające koszty budowy domów jednorodzinnych i zakupu mieszkań, w tym wciąż drożejące usługi wykonawców, a także polityka banków sprawiają, że coraz więcej inwestorów zaczyna mieć problemy z uzyskaniem kredytu hipotecznego w wysokości odpowiadającej kosztom inwestycji. W skrajnych przypadkach istnieje nawet możliwość całkowitej utraty zdolności kredytowej.

Mocny złoty, powodujący spadek wartości kapitału Polaków pracujących zagranicą i planujących rozpoczęcie budowy domu w kraju, to kolejna przeszkoda w rozwoju rynku budowlanego.

Pomimo wielu zagrożeń i czynników spowalniających tempo wzrostu rynku budowlanego, przy założeniu dalszego rozwoju gospodarki, już jesienią tego roku oczekiwany jest ponowny wzrost zainteresowania materiałami budowlanymi. Dotyczy to głównie segmentu budownictwa jednorodzinnego.

Anna Waszczuk
Analityk Rynku Xella Polska Sp. z o.o.

Komentarz Expandera: Odbicie miało tymczasowy...
Autor: muzyczny
14 czerwca 2008, 09:11
Najważniejsze wydarzenia z 12 czerwca 2008 r.:
Kwietniowa produkcja przemysłowa w Indiach zwiększyła się o 7% wobec oczekiwanych 6,5% Majowa sprzedaż detaliczna w USA zwiększyła się o 1% m/m, a po wyłączeniu sprzedaży aut o 1,2%, w obu przypadkach były to dane lepsze od spodziewanych Cotygodniowy raport o liczbie nowych bezrobotnych przyniósł rozczarowujące wiadomości – przybyło ich 384 tys., a liczba osób pobierających zasiłki osiągnęła 3139 tys. Ceny importowe w USA podniosły się w maju o 17,8%, więcej niż oczekiwano
Diagnoza sytuacji na rynkach finansowych
W dalszym ciągu brak przełomu na warszawskiej giełdzie. Nie była nią czwartkowa sesja, ani w Polsce, ani na świecie. Mieliśmy raczej typowy ruch korekcyjny, który nic nie zmienia w ocenie sytuacji. Najbardziej prawdopodobne są dalsze zniżki. Wczorajszy dzień nie tylko nic nie zmienił na lepsze, ale co gorsza przyniósł sygnały potwierdzające dominację spadkowej tendencji. Była nią reakcja na znacznie lepsze od oczekiwanych dane o amerykańskiej sprzedaży detalicznej w maju. Została ona pozytywnie odebrana tylko w pierwszej części notowań, potem pojawiła się podaż i ze wzrostu niewiele zostało. To reakcje charakterystyczne dla bessy. Równocześnie trzeba przyznać, że patrząc obiektywnie trudno było w tych danych dopatrywać się powodów do dużego optymizmu. W kategoriach realnych, czyli po uwzględnieniu inflacji, sprzedaż maleje, co potwierdza utrzymujące się kłopoty gospodarki USA.
 
Podtrzymujemy jednak naszą diagnozę, że w przeciwieństwie do pierwszych pięciu miesięcy tego roku, kiedy inwestorzy byli skoncentrowani głównie na amerykańskich rynkach i gospodarce, teraz w znacznie większym stopniu reagują a doniesienia z innych części świata. Jest to zrozumiałe, gdyż od początku tego roku zastanawiają się nad tym, czy amerykańskie problemy przełożą się na stan globalnej gospodarki. Teraz stopniowo otrzymują odpowiedź na to pytanie i nie jest ona optymistyczna. Kłopoty z inflacją są powszechne, kondycja konsumentów nie najlepsza praktycznie wszędzie. Jednocześnie zmienia się postrzeganie sytuacji przez banki centralne. Z inflacji bazowej w większym stopniu ich uwaga przesunęła się na ogólny wskaźnik inflacji, który zaś rzutuje na oczekiwania inflacyjne społeczeństwa. Utrzymanie tych ostatnich na niskim poziomie jest kluczem do sukcesów w szybkim zbijaniu inflacji. Właśnie o oczekiwaniach inflacyjnych w ostatnim czasie coraz więcej mówią przedstawiciele banków centralnych (USA i Wielka Brytania), co wskazuje, że pojawiają się obawy przed ich wzrostem. To zaś każe liczyć się z działaniami zwalczającymi te oczekiwania, czyli zaostrzaniem polityk monetarnej. Z wczoraj opublikowanych danych wynikało, że oczekiwania inflacyjne w Wielkiej Brytanii osiągnęły najwyższy poziom przynajmniej od 1999 r. – 4,3%.
 
Warto nad tymi kwestiami zastanowić się w kontekście dzisiejszych danych o inflacji u nas, a szczególnie w Ameryce. Wczorajsze dane o cenach importowych w USA, które wykazały wzrost o 17,8% źle wróżą przed dzisiejszym raportem. Jest prawdopodobne, że prognozy analityków mówiące o tym, że inflacja nie zmieni się, okażą się niedoszacowane. To zaś nie będzie mogło być dobrze przyjęte przez rynki. Sprawa ma szczególny wymiar w kontekście rosnącej rentowności obligacji. W przypadku 10-latek w Ameryce dotarła do 4,2%, najwyższego poziomu w tym roku.
 
Warto jeszcze odnotować dalsze pogarszanie sytuacji na amerykańskim rynku pracy, co wykazał cotygodniowy raport o liczbie nowych bezrobotnych. Najwięcej od lat osób zgłasza się po zasiłki dla bezrobotnych. Jednocześnie coraz większą uwagę przyciąga wzmacniający się dolar. Euro spadło wczoraj do 1,54 USD i stanęło na krawędzi zmiany trendu na zniżkowy. To byłby zły sygnał dla giełd pokazujący, że inwestorzy coraz bardziej obawiają się przeniesienia się problemów z Ameryki na inne regiony świata.
 
Po wczorajszym odbiciu nasz rynek wraca dziś do środowego minimum. Aktywność inwestorów jest jednak znów niska. W kontekście możliwego nasilenia wypłat z funduszy inwestycyjnych (ewentualnie prewencyjnych działań zarządzających wyprzedających akcje, by zdobyć środki na przyszłe wypłaty) niskie obroty są bardzo niekorzystnym elementem obecnej sytuacji.
 
Dziś na rynkach
13 VI 2008 r.
Bank Japonii pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie Majowe nastroje japońskich konsumentów wypadły gorzej od oczekiwań – wskaźnik spadł do 34,1 pkt Inflacja cen hurtowych w Indiach przyspieszyła do 8,75% Majowa inflacja CPI w Polsce Majowa inflacja CPI w USA Czerwcowy indeks nastrojów amerykańskich konsumentów Uniwersytetu Michigan
 
Katarzyna Siwek
Expander
Spotkanie z Lwem dla małych pacjentów łódzkiego...
Autor: muzyczny
12 czerwca 2008, 14:32
Blisko 20 pracowników ING Banku Śląskiego w ramach programu Wolontariat ING zorganizowało spotkanie z Lwem dla małych pacjentów Oddziału Onkologii i Hematologii Dziecięcej Instytutu Pediatrii AM. Dla dzieci przygotowano szereg zabaw i konkursów, których animatorami byli wolontariusze ING. Towarzyszem zabaw był oczywiście Lew! Spotkanie zorganizowano na czterech oddziałach onkologicznych szpitala, w których na co dzień przebywa około 120 dzieci.

„Pomysłodawcami akcji dla chorych dzieci byli sami pracownicy. Chcieliśmy poprzez swoje działania wywołać uśmiech na twarzach małych pacjentów. Poza tym praca wolontariusza, a w szczególności praca z dziećmi to sama radość, która daje człowiekowi ogromną satysfakcję" - powiedział koordynator akcji Romuald Chorąży, Dyrektor Oddziału ds. Detalicznych w Łodzi.

Wolontariat ING to program społeczny, który daje pracownikom ING Banku Śląskiego możliwość zaangażowania się w pracę wolontarystyczną. Wolontariuszem może być każdy, we wszystkich dziedzinach życia społecznego, wszędzie tam, gdzie taka pomoc jest potrzebna. Rodzaj pracy wolontarystycznej powinien jednak sprawiać wolontariuszowi satysfakcję i być zgodny z jego predyspozycjami. W pracy wolontariusza można więc wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie zawodowe, a także swoje hobby, zainteresowania i umiejętności. Projekty naszych bankowych wolontariuszy wspiera Fundacja ING Dzieciom.

Wolontariusz sam decyduje ile czasu przeznacza na wolontariat jednak od tego roku, każdy z pracowników banku może przeznaczyć 1 dzień (8 godzin zawodowego czasu pracy) na działania w ramach wolontariatu - gwarantuje to Regulamin Pracy ING Banku Śląskiego. Można ten czas wykorzystać jednorazowo w ciągu jednego dnia lub podzielić na poszczególne godziny.

W ramach wolontariatu organizowane są różnorodne akcje, np. czytanie książek (program biblioterapeutyczny w Towarzystwie Lwa), turnieje sportowe czy malowanie i odnawianie obiektów, z których mogą później korzystać dzieci oraz młodzież szkolna.